czwartek, 22 marca 2018

Zrób amm ! Czyli rozszerzanie diety malucha.

  Rozszerzanie diety maluchom to przełomowy moment w ich życiu ale też w życiu rodziców. Nie ma nic piękniejszego niż ochoczo jedzące dziecko, a jak jeszcze pięknie otwiera buzię przy podaniu szpinaku czy różdżki brokuła to już całkiem serce się raduje.
Ktoś kiedyś wymyślił, że rozszerzenie diety dzieciom karmionym mlekiem modyfikowanym rozpoczyna się po ukończeniu 4 miesiąca życia, a dzieciom karmionym piersią po 6 miesiącu życia.
Jako, że karmiłam mieszanką to dietę według rozporządzeń zaczęłam rozszerzać od 4 m.ż kiedy to mój mały chłopczyk dopiero co uporał się z kolkami, nietolerancjami laktozy, strzelajacymi kupami, to wszystko ustało a ja mogłam dumnie podać mojemu dziecku pierwszą łyżeczkę jabłuszka. Następnie marchewki i szpinaku i zupki i jajko nastepne i mięsko...
A on jak pelikan otwierał buzie i zjadał to czego nie wypluł. On był taaaaki duży. A ja taka dumna i durna bo ślepo szłam za tym, że 4 miesieczne dziecko jest gotowe do przyjmowania pokarmów innych niż mleko.
I nie zastanawiałam się dlaczego dzieci karmione piersią przygodę ze szpinakiem zaczynają później.
 
Lata mijały a ja zaczęłam kierować się intuicją a nie etykietami na słoiczkach i tabelkami żywieniowymi niemowląt.
Kiedy zostałam mamą po raz trzeci rozporządzenia na temat rozszerzania diety niemowletom mocno się zmieniły.
Z najnowszych rozporządzeń WHO jasno wynika, że dietę naszych milusińskich rozszerzamy po 6 m.ż a do tego czasu dziecko powinno być karmione tylko mlekiem bez wzgledu na to czy to mleko matki czy modyfikowane.

Niestety mało która świeżo upieczona mama zada sobie trudu by poczytać i doedukować się. Bazując na tym co zaleci pediatra w ciemno wierzy w to co mówi lekarz. Często  nawet lekarze operują startmi danymi. Szkoda.

Nastepnie czytam i widzę na grupach matkowych posty o rozszerzaniu diety.
Bez wyraźnych wskazań medycznych matka pakuje w swoje dziecko ekologiczne marchewki i jabłuszka bo tak robiła jej mama.
Jej mama dawała zupy po 3m.ż butelką ze smoczkiem i żyje.
Druga zaś umieszcza zdjęcie dziecka leżacego w leżaczku,  oplutego marchewka i mówi, że dziecku bardzo smakowało.
A na komentarze odnośnie pozycji karmionego dziecka reaguje złością i blokuje czlonków grupy.

Na pytanie kto rozszerza dietę dziecka przed 6m.ż jak zaleca WHO..
17 osób odpowiedziało, że rozszerza od 4m.ż 2 że czeka na oznaki dziecka do gotowości  ( w tym ja ). 1 osoba nie wiedziała co to WHO.

Kiedy zapytałam dlaczego zdecydowały się podawać dzieciom coś innego niż mleko tak wcześnie tylko jedna matka mi odpisała tłumacząc, że jej dziecko nie najadało się mlekiem ( nie powiedziała jakim ) inna zaś napisała, że chyba po to żeby zbierać lajki na fejsie jak słodko dziecko się umorusało jedzeniem.

Ktoś zapytał czy jak 4 miesieczne dziecko przygląda się mamie jak je to czy jest gotowe do jedzenia. Oczywiście i jak patrzy na mame jak pije kawe to jest gotowe do wypicia gorącej kawy z rana.
Na schabowego i groch z kapustą też. Od noworodka. ;)

Pierwszą i chyba najważniejszą oznaką gotowości do spożywania innych pokarmów niż mleko jest umiejętność samodzielnego siedzenia.  ( tak, ja też o tym nie wiedziałam... )
Z podparciem czy bez ale siedzi sztywno. Nie kołysze się na boki jak na statku.
Nie. Nie należy okładać dziecka poduszkami w krzesełku.
Dziecko powinno siedzieć podczas przyjmowania pokarmów innych niż mleko.
Wyobraźcie sobie jedzenie zupy na leżąco. Łyżką niech wam ktoś wlewa. Ziemniaki pakuje do dzioba na leżąco. Albo spróbujcie jeść zupę gibając się na boki. Nie jeden z nas by puścił pawia.
Czujecie to jak leżycie a zupa leje Wam się po tylnej ścianie gardła. Przypomnijcie sobie jak to jest się zakrztusić. Kaszlesz, rzucach kurwami i pokazujesz towarzyszowi a żeby poklepał cie po plecach a ten klepie Cię jak krowę na pastwisku.
Dopiero co dziecko krztusiło się mlekiem, bo leciało za szybko.
Za szybko leci czas spedzony z dzieckiem blisko... dbajcie o tą bliskość.  A na jedzenie marchewki przyjdzie czas. 

środa, 24 stycznia 2018

Karmienie piersią przepraszam i żałuję...

     .... że nie karmiłam dłużej pierwszego syna i że córkę przystawiłam tylko pare razy.
I tu mogłabym zakończyć ten wpis.

   Zostałam mamą po raz pierwszy.
Karmienie piersią było czymś naturalnym, ale trochę wymuszonym. Nie nauczyłam się go, nikt mi nie pokazał jak prawidłowo przystawić maluszka do piersi, nie wpadłam też na pomysł, żeby wyszukać pozycji do karmienia w internetach. Kiedy się urodził po prostu podałam mu pierś. Nie miałam poranionych sutków, nie używałam kremów, miałam książkowy nawał. Stosowałam kapustę.
Nie pamiętam, bym odczuwała to jako coś wspaniałego. Była to raczej bardzo przyziemna czynność, jak zmienianie pieluchy. On jadł, przybierał na wadze słabo, okazało się, że ma mocno przedłużającą się żółtaczkę i nietolerancję laktozy. Położna w szpitalu w którym postawiono tą diagnozę zaleciła bym przed każdym karmieniem odciągała ok 15 mililitrów mleka, ważyła małego przed i po jedzeniu. Dla mnie to już było za dużo. Byłam młodą mamą. Niespełna dwudziestoletnią.
1,5 miesiąca. Tyle trwało tamto karmienie piersią. Nabawiłam się zapalenia piersi, zastoje ciągle nawracające, gorączka i antybiotyk. Poddałam się. Do roku karmiony specjalistyczną mieszanką mleka modyfikowanego które nawet nie było ciut słodkie, ale jemu smakowało.
Przepraszam Cię pierworodny synu, za to, że byłam niedouczona. Gdybym to było teraz, wszystko zrobiłabym inaczej.

  Zostałam mamą po raz drugi.
Już w ciąży mówiłam, że nie będę karmiła piersią. Mówiłam, że to nie dla mnie. Trochę nie wyobrażałam sobie jak pogodzić bycie mamą dwulatka i noworodka na piersi. Nie wiedziałam nawet jak to może wyglądać. Nie czytałam i nie szukałam informacji. Nastawiłam się negatywnie i trwałam przy tym postanowieniu do końca ciąży.
Kiedy urodziłam córkę, niecierpliwie czekałam aż położą tą małą istotkę na mnie. Spojrzałam na nią i było mi wstyd, że nie chciałam jej karmić piersią. Przystawiłam ją pierwszy raz, to nie było jakieś wielkie ssanie, tylko ciumaknie zmęczonego noworodka. To nie było nic magicznego. Ale wiedziałam ,że powinnam, że to słuszne, że w tych pierwszych chwilach życia o bardzo ważne dla dziecka. Miałam postanowienie, że będę karmiła 6 tygodni, przez czas trwania połogu.
Przychodziły pory karmienia, a ja drżałam na samą myśl. Nie bolały mnie brodawki, nic z tych rzeczy. Ona po prostu nie chciała ssać. Nie umiała. Próbowałyśmy przez wężyk, przez strzykawkę, na palec... z karmienia na karmienie traciłam chęci coraz bardziej. Przystawiałam ją do piersi ze łzami w oczach, zbierało mnie na wymioty. Zawołałam położną laktacyjną. By mi pomogła. Ale nie by pokazała mi jak karmić tylko jak przestać karmić piersią.


  Zostałam mamą po raz trzeci.
Od samego początku ciąży mówiłam, że chcę karmić piersią. Mówiłam to nawet kiedy jeszcze nie byłam w ciąży. Wiele o tym czytałam, rozmawiałam i nastawiałam się pozytywnie.
Kiedy urodziłam syna, przystawiłam go do piersi bardzo naturalnie, zwinnie. Sprawiło mi to ogromną radość a w oczach pojawiły mi się łzy. Nie rozpaczy a szczęścia, tak długo na ten moment czekałam, aż przystawię malucha o piersi.
Karmienie było bardzo naturalne, wiedziałam jaka pozycja służy mojemu obfitemu biustowi. Jeśli czegoś nie wiedziałam to szukałam w internecie. Próbowałam, pytałam. Nie bałam się poprosić pomocy laktacyjnej która przyjechała do mnie do domu i mówiła do mnie po angielsku.
Nie spodziewałam się tego co się działo. Maluch rzucał się na piersi. Szarpał. Prężył i płakał.
A ja kombinowałam. Nie spalam po nocach siedząc i przystawiając go raz po raz.
Nie chciałam słyszeć o butelce. Siedziałam na kanapie któregoś razu cały dzień i karmiłam i karmiłam. A on się rzucał i prężył i płakał i tak w kółko.
Po kilku tygodniach pojawiła mi się myśl, że może jednak coś jest nie tak, może robię coś źle.
Denerwowałam się, że on się denerwuje. Na szczęście natrafiłam na wspaniałą grupę. Która nie jedną mamę wyprowadziła z błędnego myślenia na temat karmienia piersią.
Przeczytałam dziesiątki artykułów o tej tematyce, rozmawiałam o tym z mądrzejszymi ode mnie, nie sądziłam, że dostanę tyle wparcia.
Zawzięłam się. Zaciskałam zęby i karmiłam, aż cały ból i całe szarpanie minęło.
 Kiedy karmię piersią moje dziecko świat się zatrzymuje, nie dzieje się wtedy nic co nie powinno się dziać. Panuje spokój i wyciszenie. I nie tylko nasze, ale kiedy on je i kiedy ja się odprężam bo mogę na chwilę usiąść i posiedzieć wycisza się cały dom. Dzieci nie biegają, nie krzyczą nie i nie biją się.
Przetrwałam nawał, zastój i bardzo szybki wypływ mleka. Wszystko unormowało się, dokładnie tak jak czytałam, jak tłumaczyły mi mądrzejsze osoby. Zawzięłam się. Nie poddałam się i jestem z siebie szalenie dumna.
Odciągałam podawałam z butelki i z łyżeczki byle tylko nie kończyć.

Nie raz płakałam przyjaciółce w rękaw, że nie mam siły, że podpieram się nosem. A ona do mnie mówiła wtedy " jeszcze trochę, dasz radę... " miała całkowitą racje.
Kiedy miałam milion pytań pisałam do mojego męża bratowej, która cierpliwie odpowiadała na moje pytania, wysyłała artykuły i tłumaczyła jej słowa " nie myśl, że to dopiero tyle, pomyśl, że to już tyle, najgorsze już za Tobą.. będzie dobrze ! "
Maryja, moja koleżanka którą znam od dawien dawna. ( od ciąży z córką ) matka trzech chłopców.
Ilekroć wspomniałam coś na fp o złym samopoczuciu związanym z ciągłym karmienie, albo kiedy miałam chwilę zwątpienia ona pisała " pojawiam się by Cię wesprzeć ... " te słowa wywoływały u mnie niesamowity uśmiech.
I moja wieloletnia koleżanka Ania, z którą chodziłyśmy razem do szkoły jeszcze podstawowej, śpiewałyśmy w zespole szkolnym. Mama nieco starszej córeczki " miałam tak samo! to minie! to chwilowe ! doskonale Cię rozumiem !"
Oraz moja Polska Sąsiadka ze wsi obok, przypomniała mi o tym, jaka była anty nastawiona na karmienie piersią ( przy córce ) i to kiedy napisała mi że jest ze mnie dumna!
Podziękowania należą się też mojemu mężowi i jego dość specyficznej metodzie wspierania.
" Ja Cię podziwiam, że dajesz radę! Ja już dawno bym się poddał ! "
Oraz Marzenie, która zawsze wiedziała kiedy o mnie pisać o akurat wtedy karmiłam.

Nie mogę pominąć Wsparcia moich czytelniczek, które wspierały mnie na każdym etapie.
W żadnym wypadku nie potępiam teraz karmienia mieszanką bo dokładnie wiem, że podaje się to mleko z różnych powodów.
Każda z nas chce dla swojego dziecka najlepiej - ważne by brzuszki były pełne ! <3

Uwielbiam karmienie piersią. Nawet kiedy karmie co godzinę, co trzy albo co pięć.

sobota, 13 stycznia 2018

Nowy rok - wciąż na tyłku siedzę ja.

    Miałam ambitne plany wraz z wtedy jeszcze nadchodzącym nowym rokiem.
Nabyłam nawet motywacyjny kalendarz. Wiedziałam doskonale z czym to się je, a raczej czego się nie je. O ile w ciąży nie miałam większego problemu z ograniczaniem tego czego jeść nie powinnam właśnie ze względu na tendencję do ciążowego tycia, o tyle teraz podczas karmienia piersią kiedy jem dosłownie wszystko i nie stosuje żadnej diety matki karmiącej mam problem z nie jedzeniem tego co przyczynia się do zatrzymania wagi w miejscu ...

Kilogramy ciążowe spadły bardzo szybko, wręcz z tygodnia na tydzień spadał kilogram, bez wysiłku żadnego. Kiedy na wadze wyświetliło się tyle samo kilogramów co w dniu pierwszej wizyty u położnej automatycznie zaczęłam mieć niesamowity pociąg do słodkości.

  Nie sądziłam, że to powiem ale...
Jestem dość zorganizowaną osobą, zaradną nawet i ogólnie jestem w stanie doprowadzić coś od początku do końca, tak było kiedy chodziłam w ciąży.
Ba ! Miałam nawet wymyślony plan, jak to będzie kiedy maluszek będzie już po drugiej stronie brzuszka ! Zapomniałam jednak ( hormony) że zaplanowanie czegoś posiadając noworodka a później niemowlaka, aż do okresu zwanego " małe dziecko " jest teoretycznie nie możliwe, chociaż czasami się udaje...

  Nie ma takiego czegoś jak regularne jedzenie, termin " zbilansowana dieta " stoi na półce razem z książkami o zdrowym żywieniu - nie mam czasu, żywcem. Nie mam żywcem też siły by wstawać dużo wcześniej by przygotować sobie śniadanie jak za czasów ciążowych a już nie wspomnę o tym czasie kiedy w ciąży jeszcze nie byłam a byłam w znakomitej formie.
Częste łapanie czegoś w locie, podskubywanie, zapijanie wodą, lub kolejną kawą na szybko nie wiem kiedy spowodowało, że mam problem z odstawieniem cukru. Którego przecież wiem, że nie potrzebuję.
Owoce i warzywa łapię i nie myślę tym, że je jem, tylko zjadam  a później poprawiam czymś słodkim.
Kolacja.
To jedyny posiłek który zjadam regularnie wieczorem kiedy wszystkie dzieciaki śpią.
Wtedy mam ochotę na wszystko to czego nie zjadłam przez cały dzień, od owsianki, jajek z boczkiem, omletów, po dania obiadowe, zupy aż po jajecznice, sałatki, pizze, frytki i burgery.
Chociaż wtedy głodna nie jestem, ale zjem bo sprawia mi to przyjemność. Możliwość siedzenia spokojnie i jedzenia. Kolacje poprawiam jeszcze czymś słodkim i idę spać.
Coś słodkiego wpada też do kawy rano, w między czasie albo w ramach dziecięcego deseru.
Przygotowywanie zdrowych przekąsek z oseskiem na rękach albo w chuście albo ogólnie z mało śpiącym ( nie oszukujmy się ) dzieckiem jest cholernie niewygodne. Nie sprawiające radości za to dające satysfakcję, że jednak wykonane.

Kiedy dzieci wszystkie śpią, jest 21.Mogłabym w tym czasie zrobić trening, a później zmotywowana odbytym treningiem zjeść lekką ale pożywną kolacje, ale tego nie robię bo nie mam siły.

Cały dzień dreptania, a to w miejscu, a to spacerując, albo w pośpiechu sprzątając.

Ale ustaliłam sobie cel. Realny. 10 tysięcy kroków dziennie.
Tyle potrzebuje by moje dziecko pospało dłużej, albo spania z nim. Czasami wybieram to drugie. Ale od spania jeszcze nikt nie zrobił tyłka ani brzucha na lato.

Nie powiem, że jest łatwo. Nie powiem, że mi z tym dobrze, bo nie jest. Brak napiętej skóry na brzuchu jest demotywujące, ale wiem, że im dłużej będę zwlekała ze startem tym ciężej będzie mi się jej pozbyć.
Wiem, że potrafię ! Przecież kiedy zostałam mamą po raz drugi, kiedy córka miała 4 miesiące już zaczęłam ćwiczyć ! To był początek, zupełny początek mojej przygody z treningami.
Wtedy dopiero się uczyłam.
Wtedy byłam chuda, ważyłam 50 kg, to było fajne, ale z czasem zapragnęłam mieć więcej, nie tylko w kg ale w mięśniach. Udało się .
Pierwsze tygodnie Nowego Roku minęły nie wiem kiedy.
Pierwszy trening zakończył się po 16 minutach. I od tamtej pory nie wyciągnęłam maty.
Zacznę od kuchni.
Podobno mięśnie nie zapominają, wierzę, że sobie przypomną gdzie ich miejsce, a ja za jakiś czas wyjdę z kuchni i wejdę na matę.

czwartek, 4 stycznia 2018

Dzień w którym świat stanął na głowie po raz TRZECI - Poród w UK cz.II

  Czwartek.
Ambitny plan na ten dzień - wywołać skurcze.
Zdecydowanie pomogło mi skakanie na piłce gimnastyczne, skakałam tak intensywnie, że kiedy z niej wstałam ledwo chodziłam. Czułam, że to ten dzień, mówiłam do koleżanki pod szkołą dzieciaków.
Skurcze pojawiały się i znikały, pojawiały i znikały, a godzina 21 zbliżała się wielkimi krokami.
Nie odliczałam do ulubionego serialu, ale do momentu w którym zadzwonię do szpitala i powiem, że się zaczęło.

19:30
" Pojedźmy już do szpitala... " - powiedział mąż wyraźnie podekscytowany, tylko nie wiem czy tym, że nic się nie dzieje czy tym, że za chwile być może powitamy na świecie naszego syna.
Najpierw jednak trzeba było zadzwonić na porodówkę.
" Dobry wieczór. Wczoraj mojej żonie odeszły wody, byliśmy u Was, mieliśmy przyjechać po 24h jeśli nic się nie zacznie " - mówił mąż.
Położna powiedziała, żebyśmy zaczekali do 21 i przyjechali. To było najdłuższe odliczanie.
Zdrzemnęłam się na kanapie, wiedziałam, że skurcze które się pojawiały to jeszcze nie porodowe.

21:00
Zadzwoniliśmy domofonem na porodówkę, na której już na nas czekali.
" Będziemy wywoływać... " - usłyszeliśmy. To były cudowne słowa, jednocześnie ściskały żołądek ze strachu.
Położna podpięła mnie pod KTG sprawdzając co jakiś czas piszące się skurcze, aż za którymś razem przyszła zaaplikować czopek, wcisnęła go tak głęboko, że aż palce stóp zaciągnęłam na siebie a pościel ścisnęłam tak mocno, że aż dłonie mi pobielały.
Obejrzeliśmy serial, pogadaliśmy, nieco przysnęłam.  Skurcze nieco się nasiliły, ale " Niestety, to jeszcze nie te skurcze, zaprowadzę Was na sale... " - poinformowałam nas położna troskliwym głosem. Zabraliśmy co nasze i pomaszerowaliśmy.

23:30
Na sali nie byłam sama, jednak czułam się samotnie bo mąż niestety nie mógł spędzić tam ze mną noc, położna powiedziała, że jeśli się coś zacznie to po niego zadzwonią. I zniknął w drzwiach.
Po policzkach popłynęły mi łzy. Strasznie nie lubię szpitali, nawet jeśli czeka mnie najcudowniejszy moment w życiu - kolejny moment..
Personel szpitala w którym rodziłam otoczył mnie wspaniałą opieką. Dostałam wsparcie psychiczne chociaż już otarłam łzy i dzbanek z wodą z lodem.
Ociężale i nieco nieśmiało położyłam się w moim łóżku nakrywając się kołdrą. Nawet nie wiem kiedy zasnęłam.

2:00
Obudziły mnie skurcze. Jeden, za chwile drugi... i kolejny. Włączyłam aplikacje by sprawdzić częstotliwość, Jeszcze tak nie bolały by wołać położną, ale był na tyle intensywne, że nie pozwalały spokojnie leżeć w łóżku. Chodziłam po mojej części sali, oddychając coraz ciężej i głośniej, podpierając się na zmianę parapetu, ściany i łóżka.
Zadzwoniłam po położną, przyszła wyciągając z kieszeni paracetamol, jakby wiedziała po co ją wołam. Skurcze nie przestały się pojawiać i nabierały mocy. Położna przychodziła już częściej, sprawdzając częstotliwość skurczy. Podłączyła KTG i siedziała trzymając rękę na moim brzuchu.
Pogadałabym z nią gdybym była w stanie myśleć w języku angielskim, milczałam jak zaklęta, zresztą jak tu rozmawiać kiedy skurcze mnie poniewierały coraz mocniej.

3:30
Przyjechała butla z gazem.
O jak ja na nią czekałam. Zaznaczyłam w planie mojego porodu, że chcę zacząć rodzić z gazem, a jeśli będę potrzebowała mocniejszego znieczulenia to ich o to poproszę.
Na początku nie wiedziałam jak mam tego używać, wdychać kiedy pojawi się skurcz.
Okeeeeeyy, myślę sobie i nagle skurcz. I już widziałam jak tego używać by przynosiło ulgę.

5:00
" Przyjeżdżaj, będziemy rodzić " - dzwonię miedzy skurczami do męża, a kiedy staje w drzwiach świat mi już wirował. Czułam się jak na haju. Czułam się wiotka i lekka. Czułam jak mowa mi zwolniła i nawet odezwałam się w języku angielskim do położnej mówiąc jej o starszakach.
Podobno przeklinałam przy skurczach.
"Idziemy na porodówkę, zapraszam " - powiedziała uśmiechnięta położna.  A ja zastanawiałam się jak mam iść skoro boli jak jasna cholera a butla z gazem taka ciężka.
Zapytała mnie czy dam radę przejść sama, bez butli, że na porodówce mi dadzą nową. No jasne, że dam radę.
Nim wyszliśmy z oddziału już żałowałam, że chciałam przykozaczyć. Nie wiem jak ja dałam radę urodzić pierworodnego bez znieczulenia, wszak nie miałam skurczy tylko od razu zaczęły się parte..
Windą czy schodami ? - padło pytanie.
W głowie miałam to, że schody przyspieszają poród, co mnie pokusiło przyspieszyć poród już przyspieszony?! Przy skurczu tak mocno ściskałam rękę ślubnego, że gdyby nie to, że moje trampki miał w drugiej ręce to mogłabym wbić w nie swoje zęby.

Wchodzimy na salę w której przyszło mi rodzić.
Położna podniosła łóżku wyżej niż było - napisałam w moim planie porodu, że chcę być aktywna w każdej fazie porodu, nie chciałam rodzić na leżąco. Chciałam rodzić w wodzie, ale przez to, że wody odeszły mi dzień wcześniej to musiałam być podpięta pod KTG.
Oparłam się łokciami i łóżku i już tak zostałam.
Wdychając przy skurczu gaz tak mocno, że gdyby się dało to z pewnością wciągnełabym maskę razem z butlą.
Bolało jak cholera.
Kiedy przychodził skurcz a jak wciągałam gaz biodrami poruszałam na boki, w przerwach przód tył. Nie wiem dlaczego ale czułam, że mam tak robić. Przynosiło mi to ulgę.
Tak samo jak mój mąż który był z drugiej strony łóżka i który podawał mi lodowatą wodę przez słomkę i który trzymał moją rękę i znosił moje uściski. A kiedy było trzeba odgarniał włosy z mojej twarzy.
Prócz niego na sali były ciągle dwie położne.
Jedna notowała coś w karcie druga ciągle nam towarzyszyła. Masowała moje plecy, a w tle leciała relaksująca muzyka.
Wszystko odbywało się w spokoju bez pośpiechu, bez komentarzy.
Pamiętam, że w pewnym momencie powiedziałam mojemu mężowi, że już nie mogę. Chyba chodziło mi o to, żeby powiedział im, żeby podali mi zastrzyk znieczulający.
Wtedy usłyszałam coś co będę pamiętała do końca życia.
" Aleksandra, słuchaj swojego ciała... rób to co uważasz "
Wtedy poczułam moc, poczułam, że powinnam przeć. Parłam spokojnie i bez stresu.
Wciąż z gazem, zaciągając go jeszcze mocniej i krzycząc w maskę co przynosiło mi wyraźną ulgę.
Czułam jak maluch schodzi coraz niżej, czułam to bardzo dokładnie. Nie słyszałam żadnego " przyj, mocniej " ani nic w tym stylu. Wiedziałam dokładnie co mam robić to było niesamowite.

6:46
I TEN moment kiedy już trzymała go położna ! Dałam radę ! Zrobiłam to, czułam się jak bohaterka.
W powietrzu unosiła się euforia, zobaczyłam go pierwszy raz i od razu ruszyła maszyna miłości bezgranicznej.
Urodziłam na stojąco, słuchając swojego ciała. Nie doszło do pęknięcia ani nacięcia. To był cudowny poród.

Skóra do skóry. Przygaszone światło i relaksująca muzyka w tle. Tylko my i on.
Czas dla nas, bez zbędnej bieganiny, bez mierzenia, ważenia. Na to przyszedł czas.
Za 2,5 godziny. Wtedy dopiero przyszła położna i zapytała czy może zająć nam chwile.

Mój prysznic, czas na zjedzenie i bycie razem. Ten jego zapach, ciepło mojego ciała które go ogrzewało. Leżeliśmy tak do południa. Nikt do nas nie przychodził. To był wspaniały czas.

Zmieniając porodówkę na sale po porodzie dostaliśmy gratulacje od personelu, to było bardzo miłe.
Mąż pojechał po dzieci, które były zachwycone i wyraźnie wzruszone na widok malucha.
A my czuliśmy się dumni.

Wieczorem przyjechała moja przyjaciółka z rosołem i siatką słodyczy którą zabrałyśmy ze sobą, bo tego samego dnia o 21 wyszliśmy do domu. Noc spędziliśmy w swoim łóżku.
I życie nabrało rozpędu.



poniedziałek, 1 stycznia 2018

O rety odeszły mi wody ! - Poród w UK część I.

   To była środa, jak co środę zasiadałam  wygodnie na kanapie i oglądałam tvnowski program rozrywkowy. To był aktywny dzień, byłam nieco zmęczona. Opuchnięta twarz i nogi skutecznie wyłączały mnie już z zycia towarzyskiego, na szczęście była u mnie mama.
„ Mamo, chyba odeszły mi wody” - powiedziałam do mamy czując jak zalewa mnie ciepła mokra fala... kończąc zdanie pomyslałam, że moze niepotrzebnie panikuje, że może poprostu się posikałam?
„ O rety odeszły mi wody ! ” dzwonie do męża, nie wiem ile minut minęło a już stał zwarty i gotowy w drzwiach pytając czy jedziemy rodzić...
   I wtedy czas jakby zwolnił a w głowie kłębiło sie setki myśli.
Niespiesznie sprawdziłam czy mam wszystko w torbie, czy kartę ciąży mam spakowaną, jeszcze numer telefonu na porodówkę.  Nim pojedzie się na porodówkę w Anglii należy zadzownic do szpitala i powiedzieć co dolega i oni zdecydują czy już czas czy jeszcze nie.
„ Mojej żonie odeszły wody... ” słyszałam jak mąż mówi położnej i odpowiada na jej pytania.
    Powiedzieli, że mamy przyjechać.
Mama uścisnęła mnie jakbym jechała rodzić pierwszy raz. Ja nawet przez chwile czułam się jakbym jechała rodzić pierwszy raz. W sumie pierwszy raz odeszły mi wody w domu. Same !
Zapakowaliśmy się do samochodu, spojrzeliśmy na siebie i wiedzieliśmy, że niebawem urodzi się nasz syn. Nasze trzecie dziecko.  Wiedzieliśmy, że od teraz nic nie bedzie takie samo.
  Była godzina 22. Zimno. A moja kurtka się nie dopinała. Główne wejście do szpitala było zamknięte. Wejście do szpitala kobiecego rownież było zamknięte. Musieliśmy isc przez oddział ratunkowy. Przeszliśmy cały szpital by dojść na porodówkę.
   „ Dobry wieczór, jesteśmy ” - zadzwoniliśmy domofonem a kiedy drzwi sie otworzyły przywitała nas uśmiechnięta od ucha do ucha położna. Kto oglądał program o porodówce w UK ten wie, że położne są tutaj z powołania, nie z nudów ani z przymusu.
Miła położna poprosiła Nas byśmy przeszli do sali w której sprawdzi czy to co mi odeszło to wody.
„ Prosze się położyć, ściągnąć spodnie i wskoczyć na łóżeczko. Podłoże podkład proszę tak poleżeć.
Aleksandra czy masz skurcze ? ”
Prawdę mówiąc miałam, ale one towarzyszyły mi juz od jakiegoś czasu, niezbyt bolące.
„ W porządku. To wody. Możecie wracać do domu... ” - powiedziała położna.
Nie mogliśmy ukryć zaskoczenia wiec dodała „ jesli zacznie się coś dziać to przyjedziecie w nocy, będziemy na Was czekać, jedz się Aleksandra wyśpij. Jeśli nie zacznie się nic w przeciągu 24 h to wtedy przyjedziecie i będziemy wywoływać ”. Powiedziała, życząc nam miłego wieczoru.
  Już tylko godziny dzielimy nas od spotkania z naszym synem, ale jeszcze nie teraz.
Wróciliśmy do domu, nie wyciągając z samochodu walizki ani nosidełka.
Położyłam się do łóżka i  pojawiły się regularne skurcze, zasnęłam, gdy się przebudzilam po skurczach została tylko otworzona aplikacja do liczenia ich częstotliwości.

A dzień rozpoczął sie jak poprzedni.
Mocną kawą i ambitnym planem na czwartek. Wywołać skurcze...



środa, 23 sierpnia 2017

Syndrom wicia gniazda.

" - Cześć, może wpadniesz dzisiaj do mnie na kawe ? - napisała z rana moja koleżanka.
- Nie wiem jak się ogarnę ze sprzątaniem, dam ci znać - odpowiedziałam."

" - wczoraj, posprzątałam cały dom, przestawiłam nieco w kuchni - powiedziała znajoma u której byłam na kawie
- własnie wysprzątałam całą kuchnię i ugotowałam obiad - napisałam jej smsa, niedługo po tym jak przyszłam do domu"

" - Wymyśliłaś dziś sprzątanie jak ja nie mam dziś nic do roboty - napisała do mnie przyjaciółka która właśnie była w pracy i mogła posiedzieć i pogadać
- Ja wymyśliłam sprzątanie bo nie mam co robić - odpisałam jej "


Robiąc rano kawę i śniadanie, planowałam co dzisiejszego dnia zrobię by nie spędzić tego dnia na kanapie. Pogoda nawet do tego namawiająca ale przecież nie mogę kilku godzin ciągiem przeleżeć skoro nie muszę tego robić ( tak wiem, skomplikowane ).
Już kładąc się poprzedniego wieczora do łóżka wiedziałam, że ta środa będzie dniem należącym do miotły, mopa i środków czystości.
Wszak wczoraj wymieniali nam drzwi wejściowe.

" - co robisz? - zapytał mąż rozpoczynający środowy dzień pracy
- właśnie wysprzątałam pod blatem ( miejsce gdzie jest wszystko, od jego torby treningowej, przez psią karmę i kartony nadające się do recyklingu ), wysprzątałam kuchnię, własnie skończyłam zamiatać i zaczynam myć podłogę, mam w planie jeszcze wysprzątać komody ... - i tu mi przerwał.
- muszę kończyć, zadzwonię później - powiedział "

Zrobiłam kilka ruchów mopem.

----- > dzwoni Tatko <-----
Przeciągam lekko wilgotnym palcem po ekranie telefonu by odebrać
" - cześć, co słychać ? - rozbrzmiewa ciepły głos mojego taty w słuchawce
- a nic ciekawego, właśnie myje podłogę, pogoda średnia, coś się na burze zbiera, ciemno jak o dwudziestej, podobno ma lać. Mam w planie komody ogarnąć dzieciakom. Ogólnie tak wiesz sprzątam. W niedziele robimy przyjęcie niespodziankę dla młodej bo ma urodziny i muszę zrobić jej jakiś mały tort. Wyliczam. On w przeciwieństwie do mojego męża nie spławił mnie i opowiedział mi co robi i co u niego "

Wróciłam do sprzątania.
Kiedy umyłam tą podłogę chwyciłam zabijające zarazki chusteczki o przyjemnym zapachu, zaczełam wycierać nimi klamki i włączniki do świateł. Przetarłam kminek i telewizor. Przeleciałam parapety.
Zabrałam ekwipunek na górę by tam zasiać ład i porządek.

Na pierwszy ogień zaganiając do sprzątania dzieciaki wzięłam się za ich pokój.
Powycierane kurze, umyte podłogi i komody. Poukładane ciuchy i oddzielone od tych które już dawno przestały być w ich rozmiarze.
Góra pojedynczych skarpetek trafiła na moje łóżko w celu zorganizowania pojedynczym skarpetkom par. Na mocy danych mi praw.

Tak samo postąpiłam z komodą w sypialni.
Toaletkę przetarłam z każdej strony a z łóżeczka zniknęło zalegające pranie.

Łazienka to siedlisko zarazków, ale chusteczki, chlorowy środek i domestos załatwiły sprawę. Przecież nie możemy dotykać pozłacanych klamek i łapać za zarazki.
Jestem już prawie na końcu tego sprzątania.

Zbierając swoje zabawki ze schodów pomyślałam o tym, że może zamiast tej angielskiej wykładziny która przecież zalewie rok temu jeszcze mi się podobała położyć jednak na schodach i na górze panele?
Wypadało by pomalować balustradę która ma odpryski, ściany się zabrudziły na schodach, chyba została jeszcze jakaś farba, można by było to machnąć póki jeszcze ciepło, szybko wyschnie.
Przydała by się szafa, jednak mamy za dużo rzeczy w tym ostatnim małym pokoju, którego nazywanie trzecią sypialnią powinno być karalne.
Żółte szafki w kuchni przestały mi się podobać, przemalowałabym je na biało, wcześniej trzeba by je zeszlifować, biała okleina - o na biało.
I może by tak blat okleić, imitacja drewna.
Te kafle w kuchni, nie lubię ich strasznie... a może by tak położyć tam gumoleon ? Przecież teraz takie fajne są, co nie wyglądają jak guma. Mała kuchnia.

|Gdzie będzie stał wózek kiedy już zaczniemy go używać ?
Przecie nie będę z góry go znosiła, w garażu za wilgotno...
Czy potrzebowałam elektronicznej niani ? Czy mi się przyda?

Jest za wcześnie na obiad, zrobię sobie kawę.

" - wysprzątałam każdy kąt - napisałam do przyjaciółki tej która siedzi teraz w pracy i nie ma co robić.- robię kawę
- No masz syndrom wicia gniazda jak nic - odpisała - ja już piję kawę bo ile można czekać
W załączniku dodaje jej zdjęcie i podpisuje ...


" Nawet postawiłam na ścierce żeby śladów nie zrobić "

Na co on odpisała :
" hahaha te hormony naprawdę wyprały Ci mózg "



niedziela, 20 sierpnia 2017

Plany przedporodowe. Co zrobie jak już sie zacznie.

   Wizja porodu przewija się w czasie ciąży setki razy.
Najpierw nieco oddalona, żeby za chwile być koło setki dni do rozwiązania.
I nie ważne czy spodziewasz się pierwszego czy trzeciego dziecka, za każdym razem jest tak samo.
Planowanie.
Mówią, że z planowaniem to trzeba ostrożnie bo czesto i tak jest zupełnie inaczej.
Ale przygotować się można.

Kiedy otworzyłam oczy nieco szybciej niż wstało słońce pomyslałam o tym, że równie dobrze o tej porze może zacząć się akcja porodowa. I co wtedy ? Norlamnie, jak w filmie, torba w rękę i pędem do szpitala. Nauczona już nieco doświadczeniem, kiedy to z przedwczesnymi skurczami jak sie okazało, przepowiadającymi jechałam do szpitala by zostać tam 3 dni i nie urodzić, drugim razem byłam mądrzejsza i kiedy przepowiadające mnie nawiedziły umiałam sie powstrzymać bo widziałam, że tak słabo to nie boli. Ale jak już któregoś razu pojechałam do szpitala to juz nie dałam się z niego odprawić z kwitkiem.
Za każdym razem udawało się tak, że mąż był w domu.
A teraz obudziłam się z myślą, co jeśli go akurat nie bedzie ? A powrót to domu to 30-40 minut ?
Co zrobie ?
- pobiegnę ( o ile ze skurczami da się biec ) do sąsiadki. Nie wiem jeszcze jakich słów użyje by zakomunikować jej, że zaczęłam rodzić i że mogłaby coś zrobić a nie mi się przyglądać. Ale myślę, że ona mając czwórkę dzieci zrozumie nawet jesli powiem jej po polsku. Tylko co w sytuacji kiedy nie będzie miała z kim zostawić dzieci by pojechać ze mną do szpitala ? Może zadzwoni po karetkę.
Ale z karetkami w UK jest tak, że jesli nie ma bezpośredniego zagrożenia życia to stoi owa pod domem nim odjedzie czasami nawet 30 minut ! Jest szansa, że urodzę jakby w domu ale pod domem.
Przecież nie bede biegała od sąsiadki do sąsiadki.
- co jesli moja koleżanka, która mogłaby mi towarzyszyć w tym dniu bedzie w pracy ?
Będę dzwonić do niej do pracy i co powiem ? Że musi przyjechać do domu bo rodzę ?
Muszę na ten moment być jej siostrą.
Ona pracuje do piętnastej więc mooooże ....
- a jak nikogo nie bedzie? I bede sama dzwoniła do szpitala ?
Jest szansa, że sama sobie odbiorę poród nim się przez telefon ze skurczami dogadam...
Kwestia z dziecmi załatwiona, mama moja przybywa na ratunek na 2 tygodnie przed, a jak trzeba bedzie to zostanie dwa tygodnie po terminie .
- a jak bedzie mój mąż jednak w domu - i bedzie musiał zadzwonić do szpitala ? Zachować zimna krew, to przecież nie wie na jaki numer dzwonić ma, co powiedzieć ma. Wiadomo, faceci czasami nie myślą tak trzeźwo jak my kobiety, tylko która kobieta myśli trzeźwo w czasie boli porodowych?
Wykrzykując podczas porodu rożne brzydkie słowa w kierunku partnera i zadając mu ból wbijając paznokcie, to nie trzeźwe myślenie.
Musze mu powiedzieć co i jak, musi sie też zapoznać z planem porodu który jeszcze nie został w pełni przelany na papier. A przecież on musi wiedzieć, czego ja potrzebuje w czasie porodu.

Jedno jest pewne urodzić musze. Jakoś.


Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka